Miedzynarodowy Klub Muzyka
II Ogólnopolski Festiwal Piosenki Janusza Gniatkowskiego
Forum Jump
Author Message
Joined : Feb 11, 2006
Posts : 37
Other Topics
Posted : May 22, 2008 1:28:12 PM
Subject : II Ogólnopolski Festiwal Piosenki Janusza Gniatkowskiego
WIELKI GNIADY Próbowałam znaleźć odnośnik do współczesnego polskiego artysty i nie potrafię. O którym artyście mówi się i puszcza jego piosenki w radiu i telewizji przez kilkadziesiąt lat? Czyje piosenki nucą kolejne pokolenia? Nikt nie dorównuje jego talentowi i sławie, sławie Janusza Gniatkowsiego. Jeśli nie wiesz o kogo chodzi zapytaj babci albo mamy – one na pewno pamiętają tego zabójczo przystojnego młodzieńca z lat 50. To on przeniósł koncerty z sal koncertowych na stadiony, to on się buntował przeciwko szarości i nijakości, to on miał niesamowity głos, który przyprawiał o dreszcz tysiące dziewczyn i wreszcie on jest przykładem chłopaka zza miedzy. Chłopaka, który z kierownika zakładowej świetlicy awansował na największą polską gwiazdę w ciągu tygodnia. Całe życie tego piosenkarza było jedną wielką anegdotą. Moja ulubiona to ta z Mongolii. Gniatkowski miał zwyczaj robić wielokilometrowe wycieczki przed koncertami. W Mongolii koncerty odbywały się w środku stepu, gdzie ustawiano scenę, a publiczność schodziła się z okolicznych jurt. Pierwszy raz był szokiem – jak okiem sięgnąć tylko trawa więc dla kogo tu koncertować? Któregoś razu artysta wybrał się swoim zwyczajem na spacer. Nagle wyrosła przed nim ogromna dziura w ziemi i na samym dole człowiek pochylony, grzebiący w ziemi. Kiedy cień piosenkarza padł na człowieka ten wstał, spojrzał w góra i krzyknął po polsku zdumiony: Panie Gniatkowski! Co pan tu robisz? Ganiatkowski był znany daleko poza granicami. Polonia doskonale pamięta go do dziś. Czy my pamiętamy? Młodsze pokolenie może nie znać nazwiska tego artysty, ale na pewno zna jego piosenki – Apasjonata, Kuba wyspa jak wulkan gorąca, Indonezja! To waśnie Wielki Gniady wprowadził do szarej polskiej rzeczywistości te gorące i nostalgiczne rytmy. Wyobrażacie sobie jak one brzmiały na tle piosenek typu Budujemy nowy dom”, „Czerwony autobus” czy „Zawsze niech będzie słońce”? To było jak powiew świeżego powietrza, jak uchylenie żelaznej kurtyny! Stąd wielka miłość do Gniatkowskiego, który nie bał się iść pod prąd! Człowiek orkiestra – mówią o nim przyjaciele. Bo Gniatkowski nie tylko potrafił śpiewać, Gniatkowski był duszą towarzystwa, potrafił rozbawić robotników na koncercie i śmietankę towarzystwa na przyjęciu w ambasadzie, potrafił siedzieć do rana i opowiadać anegdoty i ciężko pracować nad kolejnym koncertem, kiedy reszta ekipy kładła się spać! Nie był przeciętnym człowiekiem. Jego życie dostarczyłoby niezłego materiału dla autorów książek. Janusz Gniatkowski urodził się we Lwowie. Do dzisiaj w jego wypowiedziach przeplatają się słowa polskie i ukraińskie, piosenki polskie mieszają się z rosyjskimi i ukraińskimi. Ukraina jest najpiękniejszym wspomnieniem i nieustającą tęsknotą piosenkarza. Do szkoły jeździł na nartach, uwielbiał czytać, i miał niesamowitą wyobraźnię. Kiedy przymusowo pracował w tartaku koledzy woleli żeby opowiadał im przeczytane książki niż żeby pracował. Kiedy w czasie wojny wywieźli go na przymusowe roboty w okolice Wrocławia do domu wrócił w trumnie, ponieważ taki właśnie transport szedł na front wschodni. Przez całą podróż przeleżał prawie bez ruchu, dopiero kiedy z megafonu usłyszał „Lemberg” mógł odetchnąć z ulgą, był w domu. Zaraz po wojnie, wraz z rodzicami trafił na Śląsk. Jak czuł się młody chłopak ze wschodnim zaśpiewem wśród twardych Ślązaków? Nie wiadomo, ale wiadomo, że Śląsk pokochał tego śniadego, zabójczo przystojnego młodzieńca, za którym wołali Meksykanin. Zaczął od boksu. Pod okiem doskonałego trenera pewnie zrobiłby niezłą karierę w wadze średniej, ale Gniatkowskiemu pisane było inne życie. Do wzięcia udziału w konkursie Polskiego Radia „Młode talenty” namówił Gniatkowskiego Jerzy Harald. Znany kompozytor przypadkowo usłyszał podśpiewującego pracownika świetlicy robotniczej. W jednej chwili Janusz Gniatkowski stał się gwiazdą. Na zdjęciach uśmiechnięty, wysportowany, przystojny. Kobiety uwielbiały „Boskiego Gniadego”, ale on wybrał Krysię. Z tej pięknej, wiotkiej dziewczyny bije blask. Nie tylko na zdjęciach. Pani Krystyna ma coś w sobie – młodzieńczą radość życia i energię, której pozazdrościła by jej niejedna młoda dziewczyna. Pirima aprilis, Dom Kultury Radzieckiej właśnie tego dnia Janusz Gniatkowski poznał swoją Małą. Potem było tournee po Związku Radzieckim. Krystyna Maciejewska pytana o te moment kiedy „zaiskrzyło” cała się rozjaśnia. On miał rodzinę, ona też była w stałym związku, ale miłość okazała się silniejsza. Zaraz po przyjeździe rozpoczęli wspólne występy, po roku zamieszkali razem. Od tego momentu są ze sobą non stop. Tylko raz Janusz wyjechał sam do Stanów Zjednoczonych bez żony. Po powrocie oświadczył krótko: Nigdzie już bez ciebie nie pojadę! – i dotrzymał słowa. Przez te lata oprócz tego, że prawie co dzień spali w innym hotelu i występowali w innym mieści, ich dzień wyglądał prawie tak samo, rano Janusz podawał śniadanie do łóżka, potem wychodzili na spacer po mieście, jedli obiad w swoich ulubionych knajpach, które mieli prawie w każdym mieście, szczególnie jeśli podawali gdzieś karpia po żydowsku. Zwiedzili cały świat. USA to szczególne miejsce dla Gniatkowskich. Mieli wracać do kraju razem lotem, w którym zginęła Anna Jantar zdecydowali się dłużej zostać w Stanach i to uratowało im życie. Wtedy myśleli, że Janusz jest dzieckiem szczęścia. Kiedy w Polsce nie było możliwości wydania płyt to właśnie w Stanach Zjednoczonych przygotowywali dużą trasę koncertową, mieli podpisywać kontrakt na wydanie nowych nagrań. Ale fortuna jest kapryśna. Pisk opon i ciemność. Tyle pamięta Janusz Gniatkowski pytany o ten feralny dzień w lutym 1991r. Maluch potrącił artystę na pasach w Częstochowie. I tu kończy się bajka, a zaczyna trudne, szare życie. Życie zamknięte w sali szpitalnej i rehablilitacyjnej. Pani Krystyna śmiała się, kiedy lekarze delikatnie sugerowali, że Janusz już nie będzie taki jak dawniej, że stan jego zdrowia już nie pozwoli mu na wyjście na estradę. Nie załamała się pewnie tylko dlatego, że miała tyle planów. Przecież czekała na nich trasa koncertowa po Stanach, nagranie płyty i kilka innych projektów. Myślała, że opóźnią kilka miesięcy swoje plany i wszystko wróci do normy. Przyjaciele zastanawiali się jak długo ta drobna, delikatna dziewczyna, która nie musiała gotować obiadów, a sprzątanie zostawiała pokojówkom hotelowym, wytrzyma przy łóżku chorego męża. Proponowali, tłumaczyli, zachęcali żeby wróciła do dawnego życia, do śpiewania. Przecież miała talent. Zrezygnowała z siebie dla niego - mówili. - Absolutnie, nic takiego – oburza się Krystyna Maciejewska – z niczego nie zrezygnowałam.. Po prostu tak się złożyło, że przedtem on opiekował się mną, teraz ja nim. Wiedziałam, że albo wrócimy na estradę razem, albo żadne z nas. Nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmieniła się wielkich królewny w zwykłą kobietę, która musiała zając się domem, rehabilitacją, zwykłym życiem. Co czuła kiedy widziała stare nagania Gniatkowsiego, przeglądała artykuły, słuchała piosenek w radiu? - Janusz nie pamiętał nic, nie pamiętał skąd się wzięłam w jego życiu. Na początku nie było z nim żadnego kontaktu, nic nie mówił. Jego pamięć powoli wracała, ale wracały tylko fragmenty rzeczywistości. Na przykład pamiętał jak jest umeblowane nasze mieszkanie, ale nie pamięta swoich najlepszych czasów na estradzie. Potem zaczęły się telefony i wywiady, słuchał audycji, w których o nim opowiadała i powoli wszystko mu się układało. Układa mu się do dzisiaj. Niedługo po wypadku zamieszkali w Poraju, małej miejscowości koło Częstochowy Tutaj na nowo odkrył czym jest estrada. Nie w takim wymiarze jak wcześniej, ale widać, że śpiewanie sprawia mu ogromną radość. Może nawet większą niż wtedy kiedy był sprawny, bo odkrywa je na nowo. Najpierw młodzież ze Stowarzyszenia „Aspera” zaproponowała im występ w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, a potem już włączyli się w działalność GOK w Poraju. Ówczesna dyrektorka, Barbara Szmida organizowała koncerty z okazji 75-lecia i innych okazji, a okoliczni mieszkańcy coraz liczniej przychodzili, śpiewali, tańczyli przy rytmach muzyki. Gniatkowski ściągnął swoich przyjaciół – artystów – Krystynę Sienkiewicz, Hannę Rek, Andrzeja Dyszaka i wielu innych, którzy niejednokrotnie, bezpłatnie występowali z nim na małej, lokalnej scenie. Nawet lokalny zespół dziecięcy „Nastolatki” niejako wyspecjalizował się w piosenkach Gniatkowsiego, chociaż do śpiewania są bardzo trudne, szczególnie dla małych, niedoświadczonych artystów. Piosenkarz sprawił, że wreszcie i w Poraju coś się działo. W ubiegłym roku odbył się Festiwal Piosenek Janusza Gniatkowskiego. Impreza, która zaczęła się od pomysłu i pukania się w głowę wszystkich sceptyków. Jeszcze kilka dni przed rozpoczęciem organizatorom zaświtała myśl, żeby się wycofać, że nie dadzą rady! Wszystko układało się nie tak. Pieniędzy jak na lekarstwo, sprawy organizacyjne kulały, nawet jeden z jurorów wycofał się tuż przez Festiwalem. A jednak udało się. Festiwal przyciągnął do Poraja ludzi z całej Polski. Znowu okazało się, że nazwisko Gniatkowskiego znaczy dużo. Zofia Czernicka przebojowo poprowadziła Koncert Galowy, w którym przyjaciele Gniatkowsiego znowu stanęli na wysokości zadania – przyjechali, zaśpiewali i rozgrzali publiczność. Pomimo panującego zimna, była połowa września, widzowie nie chcieli opuścić amfiteatru. W tym roku odbędzie się II Ogólnopolski Festiwal Piosenek Janusza Gniatkowskiego. Gniatkowscy zdają sobie sprawę, że gdyby tę imprezę zorganizowano przed 1991 rokiem nie mogliby się opędzić od sponsorów i mediów, które chciałby by mieć patronat medialny, od artystów i amatorów, którzy chcieliby zaśpiewać z Wielkim Gniadym. Teraz muszą liczyć na swoje stare znajomości, sentyment, dobre serce i niezawodnych fanów, którzy jeszcze nigdy nie zawiedli I jedno jest pewne – Festiwal nie jest odgrzewaniem starej twórczości , bo przecież piosenki Gniatkowskiego znają i babcie i wnuczki, z równą przyjemnością śpiewają je młodzi i starzy. Przy nich na prywatkach całowali się po raz pierwszy dziadkowie i rodzice, a teraz przytulają się ich dzieci i wnuczęta. Ileż można śpiewać Gniatkiwsego? Można bardzo długo. Jego twórczość to dziesiątki, jeśli nie setki piosenek w języku polskim, ale także ukraińskim. Stąd marzenie komitetu organizacyjnego, żeby zaprosić gości zza wschodniej granicy. W piątek 12 września, zaplanowano warsztaty muzyczne dla uczestników Festiwalu z udziałem Krystyny Maciejewskiej, żony Janusza Gniatkowskiego, w sobotę 13 września odbędą się przesłuchania konkursowe. Jak poprzednio jury będzie profesjonalne i sprawiedliwe Nina Urbano – piosenkarka, Maria Szabłowska znana z programu Wideoteka Dorosłego Człowieka, Marek Gaszyński – dziennikarz muzyczny oraz Edward Spyrka – kompozytor, od wielu lat związany z Festiwalem Opolskim. Przyznana będzie pieniężna nagroda GRAND PRIX ufundowana przez Estradę Polską z Opola. Niedziela, 14 września będzie wielkim świętem Janusza Gniatkowskiego. Od rana będą śpiewały zespoły związane z tym artystą, laureaci poprzedniej edycji Festiwalu, zaproszeni goście. Będą konkursy i zabawy. Koncert Galowy, który poprowadzi Zofia Czernicka, będzie w całości poświęcony Januszowi Gniatkowskiego. Komitet Organizacyjny postanowił również wychodząc naprzeciw Fanom Janusza Gniatkowskiego i założyć Stowarzyszenie Twórczości Janusza Gniatkowskiego „Apasjonata”. Gotowość przystąpienia do tego Stowarzyszenia zgłosili już fani z całej Polski – Szczecina, Warszawy, Żar, Wrocławia i Rzeszowa. Bliższe informacje na stronie: www.gniatkowski.info
Back to top
Przyłącz się do nas!   Więcej Planujesz imprezę kulturalną lub koncert? Umieść bezpłatne ogłoszenie!
Search
Guest Menu
Users Online
 
Total users 0
Total guests 2
Powered By Views since April 2006:
Klub Muzyka - Twój Klub!